Vincent van Gogh. Autoportrety.

Impulsem do podjęcia badań było pragnienie poznania wpływu, jaki miały tragiczne losy Vincenta Van Gogha na jego twórczość, w szczególności na przedstawienia siebie. Egzystencja artysty przepełniona była dramatycznymi wydarzeniami. Zdarzenia te pozostawiły wyraźny ślad w jego obrazach.

Autoportrety artysty:

Życie artysty:


Tematem naszych badań jest:

- konfrontacja życiorysu artysty z jego twórczością, tj. autoportrety.

- analiza kolorystyki, przedstawienia postaci w poszczególnych okresach jego twórczości.


Rozmieszczenie dziel Van Gogha na swiecie

Wnioski do badań i wizualizacji:
Autoportret to bardzo specyficzna forma twórczości artystycznej. Artysta przedstawia siebie: takim, jakim chce, aby odbiorca go zobaczył. Ukazuje swoją postać w określony sposób, świadomie nadając dziełu pewien charakter. Ale wiele cech może być pokazanych nieświadomie. Ponadto autoportret malarski nigdy w pełni nie pokazuje prawdziwej fizjonomii artysty (malarz maluje siebie przy pomocy lustra, to, co przestawia na płótnie czy kartonie jest więc lustrzanym odbiciem rzeczywistości).

Autoportrety Vincenta van Gogha stanowią szczególną część w jego twórczości. Znanych jest ich 38: 34 obrazy oraz 4 rysunki. Tak duża liczba czyni go jednym z najbardziej płodnych autoportrecistów w historii. Czy było to powodowane egocentryzmem? Zapatrzeniem w siebie? Istnieją teorie, że van Gogh był tak nieznośnym osobnikiem, uzależnionym od absyntu, iż nikt nie chciał mu pozować. Jednak można śmiało twierdzić, iż obranie własnej postaci jako modela wiązało się głównie z nikłym majątkiem malarza; gdyby van Gogh dysponował odpowiednimi funduszami, to nie powstałoby tak wiele jego autoportretów. Zajął się portretowaniem siebie przede wszystkim dlatego, że nie miał pieniędzy na opłacenie modeli. Jego własna twarz była dostępna zawsze i to za darmo. I tak, powstało niemal 40 autoportretów w niespełna 4 lata. Pascal Bonafoux napisał, że zwrócony do lustra, ukazuje swą twarz, ale szuka duszy w spojrzeniu. Ilość autoportretów może ponadto sugerować, iż każdy pojedynczy obraz był kolejną próbą zrozumienia siebie.

Pierwszy raz na płótnie van Gogh przedstawił siebie po przyjeździe do Paryża wiosną 1886. Było to od dawna upragnione miasto Vincenta, tym bardziej, że Paryż stanowił stolicę ówczesnych artystów oraz „ojczyznę obrazów” (jak określał go sam van Gogh). Jednak miasto nie spełniło oczekiwań malarza: pewnym rozczarowaniem okazała się szkoła Fernanda Cormona, choć poznał tam kilku młodych artystów; próba określenia siebie w jakimś konkretnym kierunku malarskim okazała się niepowodzeniem, van Gogha irytował natłok izmów, stał obok w czasie kłótni impresjonistów z postimpresjonistami, jego własny styl plasował się gdzieś pomiędzy nimi. I oczywiście doznał w Paryżu po raz kolejny biedy, która to była jednym z impulsów do zapoczątkowania serii autoportretów (o czym była już mowa).
Pierwsze prace są zdecydowanie odmienne od prac, wykonanych pod koniec życia artysty: używa w nich głównie ciemnych barw, umieszczając swoja postać na małoznaczących tłach. Odzwierciedla to jego stan ducha – z jednej strony jest pewny tego, iż osiągnie wreszcie sukces, że nareszcie odnalazł swoją drogę (malarstwo było kolejną profesją, której próbował van Gogh, wszystkie poprzednie porzucał bez większego żalu), że jest w miejscu – w Paryżu – do którego należy, ale jednocześnie to wszystko nie daje mu pełnego szczęścia, wielki sukces może nadejść, ale jeszcze go nie ma, jest za to bieda i znowu samotność. Cieplejsze barwy, żywsze, bardziej radosne pojawiają się dopiero latem 1887 roku oraz jesienią tego samego roku, w autoportrecie,

w którym Vincent przedstawia w pełni rozświetloną twarz. Coraz bardziej zaczyna się ujawniać jego fascynacja kolorem żółtym, w pełni rozwinie się w Arles, w 1888 roku.

Mamy tu teraz osławione potężne upały bez wiatru, to coś dla mnie. Słońce, światło, które z braku lepszego określenia mogę nazwać tylko żółtym, bladą siarkową żółcią, bladym cytrynowym złotem. Ach, żółć jest piękna! W Arles powstało 5 autoportretów, dysponował jednak natłokiem innych tematów, malował z natury, budynki, zwykłe przedmioty oraz portrety mieszkańców miasteczka.

Autoportrety z tego okresu układają się jakby w opowieść o stopniowym popadaniu w szaleństwo: na pierwszym z nich (Autoportret z fajką i słomkowym kapeluszem) przedstawia pogodnego mężczyznę, w jasnych barwach, na spokojnym tle. Van Gogh sportretował siebie w swoim ulubionym żółtym słomkowym kapeluszu, kilkakrotnie pojawiającym się w dziełach z czasu paryskiego. Następny (Autoportret dedykowany Paulowi Gauguinowi) ukazuje już osobę o zapadniętych policzkach, niespokojnych oczach i nieprzeniknionym wyrazie twarzy. Kolory są bardziej zdecydowane, mocne. Kolejny obraz (Autoportret) dokumentuje go niedługo przed napadem szaleństwa, w efekcie którego stracił ucho. Na malowidle widnieje człowiek o oczach szaleńca, groźnym wyrazie twarzy, niepokojącej fizjonomii. Dwa ostatnie autoportrety z Arles (Autoportret z zabandażowanym uchem oraz Autoportret z zabandażowanym uchem i fajką) pokazują van Gogha już nieco uspokojonego, zmęczonego niedawnym obłędem.

Ostatnie 3 autoportrety powstały pod koniec życia artysty (van Gogh zmarł 29 lipca 1890 roku) powstały w Saint-Rémy, kiedy artysta po kolejnym amoku miał zakaz opuszczania szpitala. Kolejne obrazy pokazują człowieka zniechęconego, przepełnionego smutkiem. Odcienie błękitu, coraz jaśniejsze w każdym kolejnym autoportrecie (1, 2, 3) sugerują pewien spokój i ostateczne pogodzenie się z losem.


Autorzy:

Autorzy: Kamil B., Bartek J., Magdalena U., Wioleta W.



Leave a Reply